Siostrzeniec mi sie urodzil, nie 'siostrzeciec'. Magisterka za to rodzi sie w bolu, a czasu coraz mniej i motywacji tez. Lezy przede mna sterta wywiadow, ktore wystarczyloby tylko wkomponowac w calosc pracy i juz by setek slow przybylo. Nie moge sie doczekac chwili, kiedy wreszcie nie bede musiala liczyc ilosci napisanych slow. Mecze sie i zastanawiam czy to mozliwe, ze ja cos niedawno wspominalam o doktoracie!? Nigdy w zyciu...
Smieszna sprawa, przypomniala mi sie od dawna nieuzywana skrzynka mailowa na wyborczej. Loguje sie, patrze, a tam dalej wiadomosci sprzed 5ciu lat, kiedy to zakochalam sie po uszy. I jakie piekne te wiadomosci- teraz, jak jestem starsza i mniej glupia, widze, ze gdybym nie byla taka glupia to to wszystko moglo sie udac. Cieplo mi sie na sercu zrobilo, bo od tamtej pory kazdy zwiazek jakis popaprany, a tamto bylo takie szczere i naturalne, chociaz bylam glupia gowniara. Fajnie jest miec wspomnienia bylej milosci, w ktorych nie ma zalu, zlosci i niesmaku. I chyba wyczynem z mojej strony bylo stwierdzenie na widok jego zdjec slubnych, ze jego zona bardzo ladnie wygladala w tamtej sukience. Szkoda troche, ze myslenie nie wlaczylo mi sie zanim dorobil sie zony, ale takie juz moje zezowate szczescie.
Sunday, 27 September 2009
Subscribe to:
Posts (Atom)