Sunday, 27 September 2009

Siostrzeniec mi sie urodzil, nie 'siostrzeciec'. Magisterka za to rodzi sie w bolu, a czasu coraz mniej i motywacji tez. Lezy przede mna sterta wywiadow, ktore wystarczyloby tylko wkomponowac w calosc pracy i juz by setek slow przybylo. Nie moge sie doczekac chwili, kiedy wreszcie nie bede musiala liczyc ilosci napisanych slow. Mecze sie i zastanawiam czy to mozliwe, ze ja cos niedawno wspominalam o doktoracie!? Nigdy w zyciu...
Smieszna sprawa, przypomniala mi sie od dawna nieuzywana skrzynka mailowa na wyborczej. Loguje sie, patrze, a tam dalej wiadomosci sprzed 5ciu lat, kiedy to zakochalam sie po uszy. I jakie piekne te wiadomosci- teraz, jak jestem starsza i mniej glupia, widze, ze gdybym nie byla taka glupia to to wszystko moglo sie udac. Cieplo mi sie na sercu zrobilo, bo od tamtej pory kazdy zwiazek jakis popaprany, a tamto bylo takie szczere i naturalne, chociaz bylam glupia gowniara. Fajnie jest miec wspomnienia bylej milosci, w ktorych nie ma zalu, zlosci i niesmaku. I chyba wyczynem z mojej strony bylo stwierdzenie na widok jego zdjec slubnych, ze jego zona bardzo ladnie wygladala w tamtej sukience. Szkoda troche, ze myslenie nie wlaczylo mi sie zanim dorobil sie zony, ale takie juz moje zezowate szczescie.

Thursday, 20 August 2009

OLAF

Urodzil mi sie pierwszy siostrzeciec-Olaf!!!!

Tuesday, 11 August 2009

A to Anglik, tak?

Jakie sa szanse na zwiazanie sie w Londynie z Anglikiem? Marne, tak naprawde. Ale ale... rodakom moim kochanym wydaje sie, ze kiedy dowiaduja sie, ze spotykam sie z kims nowym, musza z zachwytem powiedziec "To Anglik, prawda?". Jedyna inna dopuszczalna opcja jest zwiazanie sie z Polakiem. No bo wiadomo, ze jednak Polak to Polak i nikt tak dobry jak Polak dla ciebie nie bedzie. A juz najbardziej meczy mnie poczucie tutejszych Polakow(ale i rowniez innych przybyszow z naszej czesci Europy, na przyklad mojej paskudnej bylej wegierskiej wspollokatorki-rasistki jakich malo), ze sa lepsi (bo biali) od kogos urodzonego tutaj (bo przeciez ma skore zolta, brazowa lub czarna). Dlatego nie chce mi sie z takim pieprzeniem zasciankowym mysleniem dyskutowac.

Monday, 6 July 2009

Tradycja stalo sie, ze do blogowania zabieram sie w nieodpowiednim czasie. To znaczy, kiedy mam pisac cos innego, pilniejszego i zwiazanego z praca lub studiami. Lub prace magisterska, ktorej zarys nosze w glowie od miesiecy i ktorego to nie moge skopiowac z glowy do komputera. Przegladam oferty pracy, a moze raczej ich brak, i tak sobie mysle, ze pozostanie przy akademii bardzo by mnie w tym momencie radowalo. K wraca na studia i bardzo mu zazdroszcze, chociaz bardzo juz bym chciala miec LCC za soba.

Kilka dni pomieszkiwania w Tottenham, ktory jest przeciez w tym samym miescie, a po powrocie do domu poczulam sie jak po przyjezdzie z wakacji. I to mnie w pewnym sensie porazilo-czy jesli wyprowadzilabym sie dla kogos do innej czesci Londynu, bylabym szczesliwa? Bo odizolowana na pewno. Jasne, mozna wskoczyc do metra i przejechac sie do przyjaciol. Tylko potem trzeba szybko zlapac pociag, zeby zdazyc z powrotem. A co jesli rano trzeba biec do pracy? A praca jest blizej mojego niz jego domu? Niesamowite jak w tym miescie liczy sie najblizsze otoczenie. Czesciej widuje sie ludzi, ktorzy mieszkaja blizej, nawet jesli sa bardziej zajeci niz blizszi przyjaciele mieszkajacy dalej.
Byc moze takie mysli nachodza mnie w zwiazku z galopujacym w moim kierunku wyjazdem do Wroclawia? Rowno po roku. Inna niz rok temu. Zostawiajaca kogos innego niz rok temu. I jadaca na spotkanie z, w pewnym sensie, innymi przyjaciolmi. Bo kazde z nas tyle zrobilo w ciagu tego roku, ze ciezko bedzie nadgonic z opowiesciami. Plus dochodzi wydzielanie czasu dla kazdego, ale tym razem takze wydzielanie czasu dla mnie. Bo dookola pary. I zawsze lekki lek, ze byc moze ktos sie obrazi, jesli zasugeruje spotkanie tylko we dwie/dwoje. Bo tylko w ten sposob mozna szczerze pogadac. Juz sie rok temu M pytal, czy ja nie lubie jego dziewczyny. Pomijajac historie z czasow nastoletnich, chodzi o to, ze jak jade do domu to mam malo czasu i nie chce go marnowac na grzecznosciowe gadki z dziewczyna kumpla, bo nie mam o czym z nia rozmawiac.
Licze tylko na to, ze moje najblizsze babeczki znajda czas i chec na spotkanie na osobnosci. Moze wtedy nie poczuje sie odcieta od Wroclawia?Przez ten rok poczulam sie bardzo oddalona. Niekoniecznie geograficznie. Ten caly ped ze studiami sprawil, ze nie mialam sily a czesto i checi zdawania mailowej relacji z tego, co u mnie. A przepraszac za to tez nie lubie i nie sadze, ze powinnam sluchac czyichs wyrzutow. W taki oto sposob nastepuje prawie naturalna selekcja.

Mocna kawa zaczyna dzialac, wypadaloby to o wiele 'lepiej' spozytkowac.

Sunday, 28 June 2009

Umarl Król, niech zyje Król???

25 czerwca 2009 zmarl Michael Jackson. Swiatowa rozpacz, a jak zyl i sam sobie robil krzywde, to jakos nikt nie palil sie do tego, zeby mu powiedziec, ze musi przestac. Przestac wybielac skore, modyfikowac cialo, lykac przerozne tabletki. Tak, jak nikt nie powiedzial Elvisowi, ze jak nie zmieni stylu zycia, to dlugo mu nie zostalo.
Gdyby mial innych ludzi wokol siebie, a jego rodzina interesowala sie nim tak, jak interesuje sie teraz, zylby dluzej niz 50 lat.
Obejrzalysmy z Sophie ''Moonwalker'' na kasecie video-przeciez wystarczy posluchac i zobaczyc teledysk do Leave Me Alone, zeby zorientowac sie, ze juz 20 lat temu potrzebowal pomocy.
Moze porownanie troche pompatyczne, ale to tak jak by odszedl Elvis naszego pokolenia.

Thursday, 8 January 2009

25 lat i jeden dzien. Wyleczylam lekkiego kaca, ale odespac nie moge. A nawet jeszcze imprezy nie bylo. Jutro bedzie w The Yacht. A w lutym jade do Walii obejrzec Dylana Morana na zywo. Bo bilety dostalam od K. Stara sie.
Teskni mi sie za spotkaniem z Lisem i Skimba naraz. Raportow pisac mi sie nie chce bardziej niz zazwyczaj. Nic mi sie nie chce. Bardzo leniwy poczatek nowego roku. Szkoda, ze juz nie mieszkam u Islandczykow. Cudnie mi tam bylo.
A tej cholernej zimy juz zniesc nie moge.