Friday, 18 April 2008

Return of the Mac









Kocham Was, moje male czcionki. Jestescie nawet w moich snach...

Friday, 11 April 2008

Jaka to melodia?

Szybko, jaka to piosenka!?
Slowa ida tak: "DOSTOJEWSKI USED TO SAY: WHAT THE FUCK? SURE LOVE CAN SUCK! YOU NEED A LITTLE LUCK!"
poezja po prostu:)

Thursday, 10 April 2008

Mejbi Bejbi

Przywloklam do domu: magazyn dla ciezarnych, katalog z odzieza ciazowa, katalog z wozkami, ciuszkami dzieciecymi, poradnik o karmieniu piersia, kupony znizkowe z modnych sklepow z odzieza ciazowa, pieluszki, podkladke do przewijania niemowlat, wilgotne sciereczki do podcierania pup niemowlat.

Do rozwiazania mniej niz miesiac, a ja jestem w polu. Przegladam ciazowy komiks Endo, strony Gazety pt rodzic po ludzku, historie mlodych matek (lub za mlodych na bycie matkami) i widze to wszystko "przed oczyma duszy mojej", jak mawial poeta. Tylko jak to wszystko narysowac, jakie czcionki, ile dac rozowego i czy w ogole tykac sie tego zygliwego kolorku? No i jak przekonac promotora-geja z odruchem wymiotnym na mysl o dzieciach- ze to sie sprzeda?

Pakowalam te gadzety do wozka w tesco, a Pani Ekspedientka Hinduska, z ktora znamy sie juz z widzenia, az sie usmiechnela na widok tego wszytskiego i radosnie powiedziala wprost w moja blada twarz "Aaaa Baby!". Zaprzeczylam, ale nie wiem, czy uwierzyla. Tak jak Pani Kazia Sklepowa z osiedlowego sklepiku na Czajkowskiego, kiedy kupowalam 4 rozne polskie edycje magazynow dla ciezarowcow. Wyjrzala az znad lady, zeby popatrzec na moj brzuch.

"To nie to co pani mysli!".

I nie to, co Wy mozecie pomyslec. Nie zaczelam sie rozmnazac, tylko usiluje skonczyc studia i wybralam sobie taki projekt, bo pomysl wydawal mi sie przez jedna z dziewczyn dopracowany. Ona miala pomysla na magazyn, a ja, w chwili szalenstwa, pomysla, ze jej ten magazyn zloze. Bo przeciez tak lubie DTP! Efekt jest taki, ze pomysl byl bardziej niz niedopracowany, artykuly w polu, a grafika jeszcze bardziej. A to cale opisane wyzej badziewie bylo doczepione do magazynu, ktory musialam kupic, zeby wiedziec, co sie sprzedaje. I nieprawda jest, ze najciezsza, najabrdziej naladowana dodatkami i gratisami jest Sunday Times!

Teorii na temat macierzynstwa mam mase, tak jak na kazdy inny temat. Tylko, ze jakos mnie to jeszcze odrzuca, a przynajmniej nie sprawia mi frajdy i nie wyzwala zadnych instynktow. Przegladam zatem rekordowa ilosc zdjec brzuchow i cud, ze mi sie to wszystko jeszcze nie sni. Tylko jeden z promotorow wierzy w sukces tego szalenstwa, ale smiem twierdzic, ze kieruja nim pobudki nieakademickie. Zobaczymy, jakie beda skutki tego porodu wydawniczego i na ile punktow tego mutancika oceni komisja w skladzie: promotor-gej-o-podejsciu-antydzieci oraz promotor-stary-kawaler.

Ostatnie kilka tygodni mojej radosnej tworczosci na tej uczelni bynajmniej nie zapowiada sie w kolorach dzieciecego rozo. Pierwszy egzamin 6 maja.


A calosci przygrywa Portishead i "Machine Gun".

Saturday, 5 April 2008

Pijemy za lepszy czas






Przyjechaly Wilki (a nie wiedzialam, ze jeszcze istnieja), impreza etniczna w jednej z sal O2. Znajomi z polskiej gazety wpisali mnie na liste gosci, to poszlam, bo ile mozna przed komputerem siedziec. I bylo zaskakujaco dobrze! W skrocie: nowych piosenek nie znam i raczej nie wpadaly w ucho, ale micha mi sie ucieszyla na dzwiek starych kawalkow. Czesc koncertu byla tylko akustyczna i to im chyba najlepiej wyszlo. Tylko Gawlinski wydawal sie byc zestresowany tym, ze palic nie mozna (wiec co chwile ktorys z technicznych dostawal bluzga). I na widok czyjejs zapalniczki (wyjetej po to, zeby zrobic "swiatelko", a nie odpalic papierosa) powiedzial cos w stylu: "Uwazaj, tu nie mozna palic, przekroczyc zadnej linii. W tym poukladanym kraju BIALEGO CZLOWIEKA". I to w sumie nie wiem, jak mialo byc zrozumiane. W kazdym razie, dla mnie takie imprezy dalej sa dosc egzotyczne. Pewnie gdyby nie darmowe zaproszenie i to, ze do Areny O2 mam 10 minut, chyba nie chcialoby mi sie specjalnie wyprawiac na Wilki. I to nie to, ze gardze. Po prostu nie czuje sie tu jak jakis rozbitek losowy i nie potrzebuje misjonarzy z kraju, zeby mnie na obczyznie pocieszali. Ale wiele osob z tlumu nie ukrywalo wzruszenia, wrazenie jak na koncercie w Hali Ludowej, masa piwa, ktos pijany popchnal znajomego za to, ze jest gejem. Ot, taki polski klimacik. Napilismy sie zatem "za lepszy czas" i to by bylo na tyle.

Thursday, 3 April 2008

8000 tysiecy slow

Miesiac, 8000 tysiecy slow, dwa egzaminy z filozofii nowych mediow, zlozenie 20 stronnicowego magazynu i bedzie po studiach. Panika pelna, promotor wydzwania mi wieczorowa pora na komorke (i to ja nie mam zycia?!)i kaze sie spowiadac. Za oknem biegaja psy, koty, lisy i zaby, czyli wiosna w pelni. Plus dzisiaj obudzilam sie z przekonaniem, ze sprosny sen z Radkiem Sikorskim(nie wiem czemu z Radkiem Sikorskim, bo widzialam go na zywo tylko raz i nic brzydkiego do glowy mi nie przyszlo)to byla rzeczywistosc. Wrazenia zachowam dla siebie, bo jeszcze pan minister wpisze swoje nazwisko w google i mu moje zwierzenia wyskocza.

Pan premier mowi wlasnie w radio, ze nie musze sie juz bac, ze chwyci mnie polska skarbowka i moge spokojnie wracac. Do tego dostane wydrukowana broszurke dla re-emigranta, czyli jak sie na nowo do kraju przystosowac. Dziekuje bardzo, ale wlasnie szukam instytucji, z ktorej moglabym wydusic 6000 funtow na kolejne studia. Szukam tez samych studiow, a terminem tego wszytskiego jest 1 maja. Trzymajcie kciuki, bo jak sie nie uda, to moze faktycznie wroce by dozyc swych dni w komunalnym mieszkaniu przy rzece.