Friday, 16 May 2008

"We're Free. Good Bye and Fuck Off!"


sie nacisnie to sie powiekszy


Opis moze troszke na wyrost, bo do lipca nic nie jest pewne.
Niektorzy maja juz wolne i opisy na Facebook "We're free. Good bye and Fuck Off".
Znaczy sie, ze egzaminy ostatnie pozdawali, a przynajmniej napisali. Ja mam jeszcze jeden do przeskoczenia, ale tak naprawde to wolalabym sie juz zajac tym, co ciekawsze, czyli koncowa wystawa. Pocztowka owszem, powstala, zaproszenia rozeslane, piciu zamowione, ale cala reszta w lesie. Okazuje sie nawet, ze po 3 latach studiowania mozna dalej spierac sie z ludzmi o to, jak naprawde nazywa sie nasz kierunek. Niby kwestia jednego przecinka, ale roznica zasadnicza. Zaproszenie z blednym przecinkiem wklejam, bo nie wiem, czy ten, kto to robil, zada sobie trud zeby poprawic. W kazdym razie, zapraszam i zachecam tych, ktorzy sie jeszcze nie zdecydowali. Czesc pierwsza - na kampusie, czesc druga- gdziekolwiek nas po zamknieciu kampusu wpuszcza.

Saturday, 10 May 2008

Heidegger, Heidegger was a boozy beggar!

No i jeszcze to- ladniej sie moich ostatnich 3 lat chyba podsumowac nie da. Monty Pythona piosenka o filozofach. Wszyscy chlali i to moje meki z czytaniem ich tekstow by wyjasnialo! Zastanawiam sie, czy nie wyswietlic tego klipu podczas otwarcia wystawy naszych wypasionych projektow koncowych. Jako kurejtor musze zadbac o jakas oprawe audio-wizualna :)


ciag dalszy

Sklejam resztki szarych komorek po egzaminie z new media environments, bo jeszcze jeden egzamin mi zostal, a umiem na niego mniej niz na poprzedni (moze dla tego, ze na zajeciach koncentorwalam sie na tym, zeby nie zasnac i na nic innego juz energii nie wystarczalo). Maj pelna geba, wszedzie pikniki, ale uwazac trzeba, bo wybory lokalne wygrali konserwatysci i pic po parkach nie mozna. Z jednej storny radocha, bo tak niewiele zostalo do konca, a z drugiej smut, bo zal bedzie sie z niektorymi osobami i z samym kampusem rozstawac. Ze nie wspomne o wizji "duzego, zlego swiata, ktory tylko czeka az opuszcze szkolne mury, zeby mnie rozjechac"(cyt prof Johhny). Ale zdecydowanie bardziej zal mi bedzie gornolotnych konwersacji z niektorymi profesorami. Takich np jak ta, w czasie najciezszego dotychczas egzaminu:


Profesory dwa, Steve i Zeke, podchodza i staja pol metra kolo mojej lawki. No bo sie lubimy, a gdzies stac musza przez dwie godziny, jak maja nas iwigilowac. Fantazja w odpowiedzi na pytanie o Heideggerze juz mi sie powoli konczyla, wiec pisanie szlo opornie, a ci stoja i sie usmiechaja, wrecz na kartke gapia.


Iza: Steve, it's a bit intimidating, you know...

Steve: Ok, I'll fuck off then.

I poszedl, z jeszcze wiekszym usmiechem.

Magazyn skonczony, tylko nie pozwolilam mu sie wykrwawic, wiec pan w drukarni ma prawo czuc sie napastowany, bo nachodze go z coraz to nowymi pomyslami i za kazdym razem jest gorzej. A pozwolic magazynowi sie wykrwawic, to tak zrobic, zeby przy druku sie biala ramka nie pojawila na krawedziach.

Do tego wczoraj napisalam maila do laski, z ktora ten magazyn robilam. Mail marudny, zeby nie powiedziec nafochany pod katem calej organizacji tych cholernych projektow. I co? I wyslalam do promotora, idiotka... Na niego nic nie bylo, no moze poza tym, ze jest slodki hehe. Teraz albo poznam moc jego gniewu, albo sile poczucia niemieckiego humoru:)

Pozdrawiam z ogrodka, gdzie po sesji poleje sie wodka!