Z rzeczy zabawniejszych (zalezy jak dla kogo): po spotkaniu lisowo-skimbowo-stojaczym dzwoni moj padre i mowi, ze dostal wiadomosc, ze ma kupic Wyborcza, bo jest w niej moj artykul. Bluzgnelam w pierwszym odruchu pomrocznym, ze to niemozliwe, bo nic nie pisalam. A to pani redaktor machnela na strone Wyborczej moj list do redakcji, w wersji obszarpanej tak, zeby pasowalo pod jej agende oczywiscie. Zebym wiedziala, ze to pojdzie w takiej wersji, a nie wcisniete gdzies jako wycinek, to bym cos zgrzebniejszego napisal, bo to podchodzi lekko pod populizm.
Rzecz ukazala sie tylko w wersji internetowej, wiec jeszcze nie zakladam zeszyciku z wycinkami o sobie.
Ale co tam, jak wpisze swoje nazwisko w google (wiem wiem, smutne), to wyskakuje ten kawalek. To znaczy, ze istnieje naprawde, bo wiadomo, ze jak czlowieka w google nie ma, to nie istnieje (doh!). Wiec istnieje, zaraz po liscie stu rodzajow stojakow na cd...
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,41263,5007495.html
Thursday, 27 March 2008
Wednesday, 26 March 2008
Lower East Side Artistes
Wiedzialam, ze pojade do Londynu, jeszcze zanim zaczelam uczyc sie angielskiego. Lennon, McCartney i spolka biegajaca z gitarami na tle Big Bena, czyli jakis czarno bialy wycinek, ktorego tytulu nawet nie pamietam (czarno-bialy dlatego, ze telewizor mialam czarno-bialy?). Potem coraz wiecej filmow, ale przede wszystkim muzyki stad, az wreszcie chec sprawdzenia tego, czy mogloby mi sie tu spodobac. Nie tyle czytanie przewodnikow, co wlasnie nagrania i filmy czesto sprawiaja, ze w jedne miejsca chce pojechac bardziej, niz do innych. Na rozkladzie jazdy jest oczywiscie Irlandia, ze swoja nie tylko ta zielona, ale rowniez ta o krwawej historii. Czyli Belfast, Derry. Tam, gdzie nie tylko piszczalki Claanad i Bono, ale rowniez polnoc, gdzie akcent jest ostrzejszy. Potem doda sie do tego Boston, bo to tam szmat irlandzkiej historii (tez tej gansterskiej: "Swieci z Bostonu" "The Departed").
Bedzie tez Kanada, od brzegu Wielkich Jezior przecietych granica ze Stanami do Alaski. Bo Alaska to juz oczywiscie kolejny film, a wlasciwie serial. "Przystankowe" Cicely nie istnieje, ale miasteczko, w ktorym filmowano jest zaledwie 80 mil od Anchorage. Moze pare losi, a nawet jakis Chris o poranku sie znajdzie.
A jak zniosa, jesli zniosa, te debilne wizy do Stanow, to bedzie i Nowy Jork. Troche przez filmy Woody Allen'a, ale bardziej przez muzyke i dzisiaj dokladam kolejny tytul: L.E.S. Artistes i pani Santogold. Moja nowa ulubiona piosenka tygodnia i jeden z fajniejszych klipow. A teraz wracam do przyziemnostek szkolnych, bo ponoc maja mi pomoc w zdobyciu kasy na podroze, male i duze, hej ho!
Bedzie tez Kanada, od brzegu Wielkich Jezior przecietych granica ze Stanami do Alaski. Bo Alaska to juz oczywiscie kolejny film, a wlasciwie serial. "Przystankowe" Cicely nie istnieje, ale miasteczko, w ktorym filmowano jest zaledwie 80 mil od Anchorage. Moze pare losi, a nawet jakis Chris o poranku sie znajdzie.
A jak zniosa, jesli zniosa, te debilne wizy do Stanow, to bedzie i Nowy Jork. Troche przez filmy Woody Allen'a, ale bardziej przez muzyke i dzisiaj dokladam kolejny tytul: L.E.S. Artistes i pani Santogold. Moja nowa ulubiona piosenka tygodnia i jeden z fajniejszych klipow. A teraz wracam do przyziemnostek szkolnych, bo ponoc maja mi pomoc w zdobyciu kasy na podroze, male i duze, hej ho!
Monday, 24 March 2008
Studio 202 przedstawia sztuke na czasie pt"Juz wiosna":
-Karolu, juz wiosna
-I co z tego?
-To, ze juz dawno powinienes zdjac lyzwy!
A ja dzis spalam w czapce, podwojnym dresie i swetrze welnianym. Wiosna kalendarzowa, ale konca zimy nie widac. Tylko wilkow brakuje!
Swieta dluza sie niemilosiernie. Dzien Zmartwychwstania pelen silnych doznan, niedobrych. Bo zaczelo sie od dwoch martwych osob na mojej drodze. Jeden wypadek, jeden samobojca. I jak tu cos o tym napisac?
-Karolu, juz wiosna
-I co z tego?
-To, ze juz dawno powinienes zdjac lyzwy!
A ja dzis spalam w czapce, podwojnym dresie i swetrze welnianym. Wiosna kalendarzowa, ale konca zimy nie widac. Tylko wilkow brakuje!
Swieta dluza sie niemilosiernie. Dzien Zmartwychwstania pelen silnych doznan, niedobrych. Bo zaczelo sie od dwoch martwych osob na mojej drodze. Jeden wypadek, jeden samobojca. I jak tu cos o tym napisac?
Thursday, 20 March 2008
Monday, 17 March 2008
goście w poście
Sunday, 9 March 2008
Idzie wiosna, zaczna sie znowu wedrowki po miescie. Nie, zebym w zimie nie wedrowala, ale wole jak na glowe mi nie pada. A wiosna tutaj jest rozowo-zielono-biala. W chwili pisania za oknem slonce, deszcz i tecza tuz nad sasiednim domem.
Zdeptalam juz wszystkie sciezki przewodnikowe, a tu jeszcze tyle zostalo czesci miasta, w ktorych nie bylam. Ostatnio w moje lepkie lapki wpadla dziwna broszurka. A tam opisy roznych zakamarow. Np knajpa, w ktorej panuje totalna ciemnosc, a cala zaloga jest niewidoma. Kolejna knajpa, tylko dla ponurych i marudnych ludzi. Z nagrodami za zamowienie najbardziej mizernej piosenki, ponurymi przedstawieniami i trzyminutowymi sesjami nienawisci "speed hating". Za darmo mozna komus przez trzy minuty naublizac, a wszystkiemu przygrywa Kate Bush i Joy Division. Czytamy dalej: kursy dla rzeznikow, czyli jak oprawic wieprza, jesli ma sie dosc zafoliowanych potworkow z supermarketow. Kursy dla pszczelarzy. Mobilne bitwy poduszkowe, dla tych, ktorzy maja chec komus legalnie przywalic. Lokalizacja scisle tajna, wiadomosc o miejscu i czasie dostaje sie mailem. Jak sie ma wlasne didgeridoo (nie mam,ale wiem od kogo mozna pozyczyc), to na West Ham Lane mozna przylaczyc sie do zespolu 'aborygenow-amatorow'. I takich ofert cale strony, ale ja tam chyba wole po swojemu. Bez szukania miejsc alternatywnych na sile.
Dzis na przyklad wybralabym sie, zupelnie niealternatywnie, do Wroclawia na koncert Diany Krall. Wiem, ze dwojka z Was czytajacych (juz Wy wiecie, kim jestescie!) sie wybiera i chcialam powiedziec, ze wcale nie jestem zazdrosna, tak jak Wy bedziecie, kiedy ja pojde na Bruca. Amen.
Zdeptalam juz wszystkie sciezki przewodnikowe, a tu jeszcze tyle zostalo czesci miasta, w ktorych nie bylam. Ostatnio w moje lepkie lapki wpadla dziwna broszurka. A tam opisy roznych zakamarow. Np knajpa, w ktorej panuje totalna ciemnosc, a cala zaloga jest niewidoma. Kolejna knajpa, tylko dla ponurych i marudnych ludzi. Z nagrodami za zamowienie najbardziej mizernej piosenki, ponurymi przedstawieniami i trzyminutowymi sesjami nienawisci "speed hating". Za darmo mozna komus przez trzy minuty naublizac, a wszystkiemu przygrywa Kate Bush i Joy Division. Czytamy dalej: kursy dla rzeznikow, czyli jak oprawic wieprza, jesli ma sie dosc zafoliowanych potworkow z supermarketow. Kursy dla pszczelarzy. Mobilne bitwy poduszkowe, dla tych, ktorzy maja chec komus legalnie przywalic. Lokalizacja scisle tajna, wiadomosc o miejscu i czasie dostaje sie mailem. Jak sie ma wlasne didgeridoo (nie mam,ale wiem od kogo mozna pozyczyc), to na West Ham Lane mozna przylaczyc sie do zespolu 'aborygenow-amatorow'. I takich ofert cale strony, ale ja tam chyba wole po swojemu. Bez szukania miejsc alternatywnych na sile.
Dzis na przyklad wybralabym sie, zupelnie niealternatywnie, do Wroclawia na koncert Diany Krall. Wiem, ze dwojka z Was czytajacych (juz Wy wiecie, kim jestescie!) sie wybiera i chcialam powiedziec, ze wcale nie jestem zazdrosna, tak jak Wy bedziecie, kiedy ja pojde na Bruca. Amen.
Wednesday, 5 March 2008
Tuesday, 4 March 2008
Saaauf London
O Londynie mialo byc. Bo to tu sie rozgrywa wszystko, co narazie dla mnie najwazniejsze.
Miasto, zlepek dzielnic, wioseczek, prawie miasteczek. Sama nie pamietam, ile razy sie przeprowadzalam. Dwa razy mialam chcec rzucic wszystko w cholere i wrocic z placzem do domu, do mamy. We Wroclawiu mniejsze prawdopodobienstwo, ze ktos mnie zastrzeli. Ze jak spytam o wakacyjna prace w knajpie to uslysze, ze kelnerek to nie potrzebuja, ale znajoma Rosjanka potrzebuje masazystek do salonu, w ktorym relaksuja sie bogaci panowie. I ze doswiadczenie mi niepotrzebne, bo wydaje sie mila... We Wroclawiu, nawet jesli zaplacze sie w okolicach Trojkata Bermudzkiego, to nie poleci taka ilosc sliskich rasistowskich tekstow od kolesi stojacych w bramach.
A tu? Ide sobie wczoraj na targ, ktory jest afro-karaibska odmiana targu w Miliczu. Bo mieszkam w takim miejscu, ze jak pojde w lewo, to zaczyna sie wielka kasa, piekne samochody, drogie domy i ludzie, ktorzy mieszkaja w nich tylko w weekendy, bo w tygodniu zyja w firmach. Plus tabuny turystow, no bo poludnik zero, obserwatorium, moja piekna szkola, oraz kiedys statek, ktory sie wzial i spalil ( i nie, nie dlatego, ze ja stalam w poblizu z papierosem, jak twierdza niektorzy). Czyli Greenwich.
Jak pojde w prawo, to najpierw jest osiedle komunalne, gdzie bluzgaja na mnie nie tylko 'kolesie', ale nawet czesciej 'kolesiowy'. 147 gosci z wyrokami za gwalty (nie trzeba sie bac, bo ponoc sa monitorowani przez policje,hmm) w tej tylko jednej dzielnicy. Czyli co ktory mijany na ulicy? Im dalej w prawo, tym kasy coraz mniej, smieci wiecej, piekne domy zamienione w squaty. Inny kod pocztowy, niz dwie ulice dalej, inny swiat. Lewisham. Nawet moja kolezanka, ktora ma w sobie 8 rodzajow krwi (od jamajskiej po szkocka, ale z przewaga karaibskiej), smieje sie, ze mieszkam w getcie i pyta, czy mam swoj bialy gang i jak to mozliwe, ze jeszcze nikt mi nic nie zrobil, nie zadzgal etc.
Tez nie wiem, jak to mozliwe. Ale wiem, ze tu mam najfajniejszych sasiadow (staruszke, ktora mowi, ze jak ona zrobi impreze, to my studenci mozemy sie schowac...), to tu jest najmilsza obsluga na stacji pociagowo-kolejkowej. Ba! Nawet regularnie zaczepiaja mnie dwaj mlodziency z jakiegos amerykanskiego kosciola, ktorzy sa tu z misja nawracania. Dusze moja ratowac chca i kazdorazowo mowia mi cos w stylu, ze widac, ze moja dusza jest zagubiona (a ja grzecznie przytakuje, zamiast im powiedziec, zeby wypierdalali)i ze moze wpadlabym na sesyjke do kosciola, to mi te dusze pomoga zreperowac. Calkiem niezle, jak na poludniowy Londyn "gdzie kazdy nosi bron".
O tym, czy nosi, czy nie nosi, wole sie nie przekonywac. Ale chyba raczej nosi. W drodze na ten sam targ musze przejsc waska uliczka, miedzy samochodami. W poprzek stanal granatowy jaguar. Jak sie tu mieszka, to sie nie ma jaguara. Wiec stanal wczoraj ten woz, zasblokowal wszystko i wszystkich. Kierowca obwieszony zlotem , nawija przez komorke i ma gdzies, ze za nim samochody, przed nim samochody plus Iza probuje sie jakos przedostac. Czekam az sie pajac w bizuterii ruszy, kierowcy zaczynaja trabic. Pan pokazal wszystkim, wlacznie ze mna, srodkowy palec i tak mi sie to ladnie skomponowalo z tym, co w sluchawkach: "takie spojrzenie testamentem zalatuje" (Fisz, "Czerwona Sukienka"). I jeszcze mi sie przypomnial napis na naszym osiedlu na Czajkowskiego, na jakims murze: "witajcie w krainie, w ktorej obcy ginie".
To tylko taki wycinek Londynu, ten, ktory oswoilam najbardziej. Sa jeszcze inne fajne miejsca, ale narazie musze isc powalczyc do szkoly, bo grunt pali mi sie pod nogami.
Miasto, zlepek dzielnic, wioseczek, prawie miasteczek. Sama nie pamietam, ile razy sie przeprowadzalam. Dwa razy mialam chcec rzucic wszystko w cholere i wrocic z placzem do domu, do mamy. We Wroclawiu mniejsze prawdopodobienstwo, ze ktos mnie zastrzeli. Ze jak spytam o wakacyjna prace w knajpie to uslysze, ze kelnerek to nie potrzebuja, ale znajoma Rosjanka potrzebuje masazystek do salonu, w ktorym relaksuja sie bogaci panowie. I ze doswiadczenie mi niepotrzebne, bo wydaje sie mila... We Wroclawiu, nawet jesli zaplacze sie w okolicach Trojkata Bermudzkiego, to nie poleci taka ilosc sliskich rasistowskich tekstow od kolesi stojacych w bramach.
A tu? Ide sobie wczoraj na targ, ktory jest afro-karaibska odmiana targu w Miliczu. Bo mieszkam w takim miejscu, ze jak pojde w lewo, to zaczyna sie wielka kasa, piekne samochody, drogie domy i ludzie, ktorzy mieszkaja w nich tylko w weekendy, bo w tygodniu zyja w firmach. Plus tabuny turystow, no bo poludnik zero, obserwatorium, moja piekna szkola, oraz kiedys statek, ktory sie wzial i spalil ( i nie, nie dlatego, ze ja stalam w poblizu z papierosem, jak twierdza niektorzy). Czyli Greenwich.
Jak pojde w prawo, to najpierw jest osiedle komunalne, gdzie bluzgaja na mnie nie tylko 'kolesie', ale nawet czesciej 'kolesiowy'. 147 gosci z wyrokami za gwalty (nie trzeba sie bac, bo ponoc sa monitorowani przez policje,hmm) w tej tylko jednej dzielnicy. Czyli co ktory mijany na ulicy? Im dalej w prawo, tym kasy coraz mniej, smieci wiecej, piekne domy zamienione w squaty. Inny kod pocztowy, niz dwie ulice dalej, inny swiat. Lewisham. Nawet moja kolezanka, ktora ma w sobie 8 rodzajow krwi (od jamajskiej po szkocka, ale z przewaga karaibskiej), smieje sie, ze mieszkam w getcie i pyta, czy mam swoj bialy gang i jak to mozliwe, ze jeszcze nikt mi nic nie zrobil, nie zadzgal etc.
Tez nie wiem, jak to mozliwe. Ale wiem, ze tu mam najfajniejszych sasiadow (staruszke, ktora mowi, ze jak ona zrobi impreze, to my studenci mozemy sie schowac...), to tu jest najmilsza obsluga na stacji pociagowo-kolejkowej. Ba! Nawet regularnie zaczepiaja mnie dwaj mlodziency z jakiegos amerykanskiego kosciola, ktorzy sa tu z misja nawracania. Dusze moja ratowac chca i kazdorazowo mowia mi cos w stylu, ze widac, ze moja dusza jest zagubiona (a ja grzecznie przytakuje, zamiast im powiedziec, zeby wypierdalali)i ze moze wpadlabym na sesyjke do kosciola, to mi te dusze pomoga zreperowac. Calkiem niezle, jak na poludniowy Londyn "gdzie kazdy nosi bron".
O tym, czy nosi, czy nie nosi, wole sie nie przekonywac. Ale chyba raczej nosi. W drodze na ten sam targ musze przejsc waska uliczka, miedzy samochodami. W poprzek stanal granatowy jaguar. Jak sie tu mieszka, to sie nie ma jaguara. Wiec stanal wczoraj ten woz, zasblokowal wszystko i wszystkich. Kierowca obwieszony zlotem , nawija przez komorke i ma gdzies, ze za nim samochody, przed nim samochody plus Iza probuje sie jakos przedostac. Czekam az sie pajac w bizuterii ruszy, kierowcy zaczynaja trabic. Pan pokazal wszystkim, wlacznie ze mna, srodkowy palec i tak mi sie to ladnie skomponowalo z tym, co w sluchawkach: "takie spojrzenie testamentem zalatuje" (Fisz, "Czerwona Sukienka"). I jeszcze mi sie przypomnial napis na naszym osiedlu na Czajkowskiego, na jakims murze: "witajcie w krainie, w ktorej obcy ginie".
To tylko taki wycinek Londynu, ten, ktory oswoilam najbardziej. Sa jeszcze inne fajne miejsca, ale narazie musze isc powalczyc do szkoly, bo grunt pali mi sie pod nogami.
Saturday, 1 March 2008
Subscribe to:
Posts (Atom)



