Monday, 18 February 2008

Wydarzenie Bardzo Kulturalne

Londyn ma to do siebie, ze student-szarak moze wystawic swoja prace w jakiejs zacnej instytucjii, do ktorej niekoniecznie sam chadza (bo bilety drogie, bo pelno 'sztywnych' ludzi, ktorzy w zwyklej rozmowie uzywaja slow, ktorych student nie rozumie etc.). Dzwoni wiec Skimba i mowi, ze bedzie w niedziele wieczorem w miescie, bo 'wydarzenie kulturalne' i ze moge ja spotkac, a nawet zalapac sie na 'wydarzenie', a w cenie biletu drineczek jakis wliczony. Bo ludzie kultury pija i to duzo i moze od tego im sie wydaje, ze sa tacy wielcy.
Instytucja jedna z zacniejszych, Royal Festival Hall. Przy samej rzece, ladnie widac wszystko, co fajne dookola. Tam, gdzie Hugh Grant dostaje slownego rozwolnienia i mowi do Andy Mc Dowell, ze ja kocha, zaraz przed jej slubem ze starym Szkotem. Czyli ogolnie okolica romantyczna, zwlaszcza, ze wieczor i wszystko oswietlone.

Studenci ostatniego roku animacji z Kingston University (Skimby obecna macierz) mieli zaprezentowac swoje koncowe projekty. Zeby bylo wytworniej, wszystko przy akompaniamencie London Sinfonietta. No po prostu uderzenionwa dawka kultury, a do tego bilet dostalam od pana wykladowcy z Kingston i nawet pieniedzy za niego nie chcial.
Siadlysmy sobie grzecznie na sali (sala koncertowa owszem owszem...), z nadzieja na dobre widowisko. Po 15tu minutach zaczelam rozgladac sie ktoredy by tu uciec. Do tego Skimba pisnela, ze czuje, jak jej szkliwo za zebach zaczyna pekac.
Po pol godziny, kiedy dalej znikad ani sladu animacji, ani nawet ekranu czy projektora, zaczelysmy podejrzewac, ze znowu nas w cos wrobiono(co Skimba przyrownala do pamietnego obozu w Bialogorze, na kotrym bylysmy jako prawie-opiekunki i z ktorego planowalsmy, juz po kilku dniach, uciec autostopem w Bieszczady). Chyba w kazdym kraju tak jest, ze jak gdzies brakuje ludzi na widowni, to robi sie lapanki wsrod studentow. Albo grozba (''bo sploniecie w piekle'' jak mawiaja profesorowie u mnie w szkole) albo wizja darmowych trunkow (jak mawiaja w kazdej szkole) i zawsze sie ktos nabierze. Sinfonietta, owszem profesjonalni muzycy, ale nie dalo sie oprzec wrazeniu, ze program byl strasznie wydumany. Tu by sie niegrzecznie powiedzialo "arty-farty"(artystyczne pierdy). Bo to nie byla muzyka klasyczna, tylko cos co przypomnialo podklad muzyczny do niewiadomo czego. Bez obrazu - nie do przetrawienia. Niektorzy na widowni probowali przysypiac, ale co kilkanascie sekund jeden z panow muzykow walil w wielki gong i bylo po spaniu...Strasznie to wszystko meczace i szybko zrozumialam, ze ta darmowka z baru miala pomoc w przetrwaniu. Poltorej godziny sie (i widownie) meczyli, po czym okazalo sie, ze animacje beda wyswietlane w hollu, po godzinie 21...
I co? Siadamy w hollu, swieczki na stoliczkach, zeszlo sie wiecej osob(tych studentow, ktorzy przewidzieli, ze to, co interesujace bedzie pokazywane przy koncu), odpalono projektor. Na co Skimba mowi: "PRZECIEZ JA TO JUZ WIDZIALAM NA YOUTUBE!!!".
Klasycznie. Rzecz siegnela internetu, zanim dotarla na Southbank.
Powiedzialam Skimbie, ze za rok, jak przyjdzie kolej na jej animacje, moze mi wyslac link...A takze zagrozilam, ze na urodziny (ktore sa w ta sobote) dostanie cala plyte Sinfonietty, z tym programem, ktorym nas przez poltorej godziny torturowano...

4 comments:

Anonymous said...

hehe, czyzby kara za grzechy???
ale wlasciwie jakie grzechy?:)

Iza said...

Usiluje sobie jakiegos grzecha przypomniec, ale nic mi do glowy nie przychodzi!

Anonymous said...

spytaj Sumienie Narodu:)

Iza said...

Lis, ta wymiana komentarzy zmierza w jakims podejrzanym kierunku, przeniesmy ja na gg...