Sunday, 9 March 2008

Idzie wiosna, zaczna sie znowu wedrowki po miescie. Nie, zebym w zimie nie wedrowala, ale wole jak na glowe mi nie pada. A wiosna tutaj jest rozowo-zielono-biala. W chwili pisania za oknem slonce, deszcz i tecza tuz nad sasiednim domem.
Zdeptalam juz wszystkie sciezki przewodnikowe, a tu jeszcze tyle zostalo czesci miasta, w ktorych nie bylam. Ostatnio w moje lepkie lapki wpadla dziwna broszurka. A tam opisy roznych zakamarow. Np knajpa, w ktorej panuje totalna ciemnosc, a cala zaloga jest niewidoma. Kolejna knajpa, tylko dla ponurych i marudnych ludzi. Z nagrodami za zamowienie najbardziej mizernej piosenki, ponurymi przedstawieniami i trzyminutowymi sesjami nienawisci "speed hating". Za darmo mozna komus przez trzy minuty naublizac, a wszystkiemu przygrywa Kate Bush i Joy Division. Czytamy dalej: kursy dla rzeznikow, czyli jak oprawic wieprza, jesli ma sie dosc zafoliowanych potworkow z supermarketow. Kursy dla pszczelarzy. Mobilne bitwy poduszkowe, dla tych, ktorzy maja chec komus legalnie przywalic. Lokalizacja scisle tajna, wiadomosc o miejscu i czasie dostaje sie mailem. Jak sie ma wlasne didgeridoo (nie mam,ale wiem od kogo mozna pozyczyc), to na West Ham Lane mozna przylaczyc sie do zespolu 'aborygenow-amatorow'. I takich ofert cale strony, ale ja tam chyba wole po swojemu. Bez szukania miejsc alternatywnych na sile.
Dzis na przyklad wybralabym sie, zupelnie niealternatywnie, do Wroclawia na koncert Diany Krall. Wiem, ze dwojka z Was czytajacych (juz Wy wiecie, kim jestescie!) sie wybiera i chcialam powiedziec, ze wcale nie jestem zazdrosna, tak jak Wy bedziecie, kiedy ja pojde na Bruca. Amen.

No comments: