Saturday, 10 May 2008

ciag dalszy

Sklejam resztki szarych komorek po egzaminie z new media environments, bo jeszcze jeden egzamin mi zostal, a umiem na niego mniej niz na poprzedni (moze dla tego, ze na zajeciach koncentorwalam sie na tym, zeby nie zasnac i na nic innego juz energii nie wystarczalo). Maj pelna geba, wszedzie pikniki, ale uwazac trzeba, bo wybory lokalne wygrali konserwatysci i pic po parkach nie mozna. Z jednej storny radocha, bo tak niewiele zostalo do konca, a z drugiej smut, bo zal bedzie sie z niektorymi osobami i z samym kampusem rozstawac. Ze nie wspomne o wizji "duzego, zlego swiata, ktory tylko czeka az opuszcze szkolne mury, zeby mnie rozjechac"(cyt prof Johhny). Ale zdecydowanie bardziej zal mi bedzie gornolotnych konwersacji z niektorymi profesorami. Takich np jak ta, w czasie najciezszego dotychczas egzaminu:


Profesory dwa, Steve i Zeke, podchodza i staja pol metra kolo mojej lawki. No bo sie lubimy, a gdzies stac musza przez dwie godziny, jak maja nas iwigilowac. Fantazja w odpowiedzi na pytanie o Heideggerze juz mi sie powoli konczyla, wiec pisanie szlo opornie, a ci stoja i sie usmiechaja, wrecz na kartke gapia.


Iza: Steve, it's a bit intimidating, you know...

Steve: Ok, I'll fuck off then.

I poszedl, z jeszcze wiekszym usmiechem.

Magazyn skonczony, tylko nie pozwolilam mu sie wykrwawic, wiec pan w drukarni ma prawo czuc sie napastowany, bo nachodze go z coraz to nowymi pomyslami i za kazdym razem jest gorzej. A pozwolic magazynowi sie wykrwawic, to tak zrobic, zeby przy druku sie biala ramka nie pojawila na krawedziach.

Do tego wczoraj napisalam maila do laski, z ktora ten magazyn robilam. Mail marudny, zeby nie powiedziec nafochany pod katem calej organizacji tych cholernych projektow. I co? I wyslalam do promotora, idiotka... Na niego nic nie bylo, no moze poza tym, ze jest slodki hehe. Teraz albo poznam moc jego gniewu, albo sile poczucia niemieckiego humoru:)

Pozdrawiam z ogrodka, gdzie po sesji poleje sie wodka!

No comments: