Plecak wrocil do lask, bo nowe studia to nie tylko tony papierow, wydrukow, magazynow (moze by tak wreszcie wspomniec kierunek: Magazine Publishing) i innych pierdol, ale tez dzienne wyzywienie. Bo tu wlasciwie mieszkam od srody do piatku. Troche to przypomina edytowanie pod koniec roku w Greenwich, tylko dalej od domu, paskudny budynek i mniejsza swawola. Przedmioty, ktorych swiadomie cale naukowe zycie unikalam, jak marketing, prawo i inne badziewia bizneso-pochodne, jednak mnie wreszcie dopadly i bez tego ani rusz. Wlasnie czekam az wyjdzie slonce, zeby wdrapac sie na 14 pietro tego szkaradztwa i zrobic jakies zdjecia. Szkoda, ze tylko ja jedna w calym budynku mam taki pomysl. A niby uczelnia artystyczna!?(W sumie to nie wiem, czemu marudze, bo artystow omijam z daleka, no moze poza tmyi, w ktorych sie nieszczesliwie od czasu do czasu zakochuje, wiedzac, ze artystow nalezy omijac z daleka...)
Tylko jedna osoba, jak narazie, wydaje sie miec podobnie w glowie i trzymamy sie razem. Beatrice zsiadla wlasnie z lodki ze Szwecji, chociaz jest pol krwi irlandzkiej, i jest jedna z tych osob, z ktora rozumiem sie bez slow. Gorzej, ze tez bez slow zrozumialysmy, ze warto postarac sie o pewien staz...a miejsce jest jedno. Siedzimy wlasnie w komputerowni i drukujemy aplikacje, ale cos czuje, ze czesc pisana odrecznie mnie zdyskwalifikuje, bo sama swojego pisma nie jestem w stanie odczytac.
Tym, ktorzy zakulisowo sie do mnie dobijaja, obiecuje, ze zaraz cos odpisze. A przynajmniej sprobuje. Rzecz w tym, ze jak wracam do domu po 21szej, to ostatnie na co mam ochote to monitor komputera. A telefonu w nowym domu ni ma i raczej nie bedzie. Co niektorych moze zmusi to do zainstalowania Skypa (tak tak, stworze z ulicy Grudziadzkiej, do Ciebie mowa!).
Slonce wychodzi, pora zaczac wdrapywac sie na dach, a potem biegiem do miasta, bo Skimba cos w okolicy kombinuje:]
Friday, 10 October 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment