Wednesday, 26 March 2008

Lower East Side Artistes

Wiedzialam, ze pojade do Londynu, jeszcze zanim zaczelam uczyc sie angielskiego. Lennon, McCartney i spolka biegajaca z gitarami na tle Big Bena, czyli jakis czarno bialy wycinek, ktorego tytulu nawet nie pamietam (czarno-bialy dlatego, ze telewizor mialam czarno-bialy?). Potem coraz wiecej filmow, ale przede wszystkim muzyki stad, az wreszcie chec sprawdzenia tego, czy mogloby mi sie tu spodobac. Nie tyle czytanie przewodnikow, co wlasnie nagrania i filmy czesto sprawiaja, ze w jedne miejsca chce pojechac bardziej, niz do innych. Na rozkladzie jazdy jest oczywiscie Irlandia, ze swoja nie tylko ta zielona, ale rowniez ta o krwawej historii. Czyli Belfast, Derry. Tam, gdzie nie tylko piszczalki Claanad i Bono, ale rowniez polnoc, gdzie akcent jest ostrzejszy. Potem doda sie do tego Boston, bo to tam szmat irlandzkiej historii (tez tej gansterskiej: "Swieci z Bostonu" "The Departed").
Bedzie tez Kanada, od brzegu Wielkich Jezior przecietych granica ze Stanami do Alaski. Bo Alaska to juz oczywiscie kolejny film, a wlasciwie serial. "Przystankowe" Cicely nie istnieje, ale miasteczko, w ktorym filmowano jest zaledwie 80 mil od Anchorage. Moze pare losi, a nawet jakis Chris o poranku sie znajdzie.
A jak zniosa, jesli zniosa, te debilne wizy do Stanow, to bedzie i Nowy Jork. Troche przez filmy Woody Allen'a, ale bardziej przez muzyke i dzisiaj dokladam kolejny tytul: L.E.S. Artistes i pani Santogold. Moja nowa ulubiona piosenka tygodnia i jeden z fajniejszych klipow. A teraz wracam do przyziemnostek szkolnych, bo ponoc maja mi pomoc w zdobyciu kasy na podroze, male i duze, hej ho!

No comments: