Z rzeczy zabawniejszych (zalezy jak dla kogo): po spotkaniu lisowo-skimbowo-stojaczym dzwoni moj padre i mowi, ze dostal wiadomosc, ze ma kupic Wyborcza, bo jest w niej moj artykul. Bluzgnelam w pierwszym odruchu pomrocznym, ze to niemozliwe, bo nic nie pisalam. A to pani redaktor machnela na strone Wyborczej moj list do redakcji, w wersji obszarpanej tak, zeby pasowalo pod jej agende oczywiscie. Zebym wiedziala, ze to pojdzie w takiej wersji, a nie wcisniete gdzies jako wycinek, to bym cos zgrzebniejszego napisal, bo to podchodzi lekko pod populizm.
Rzecz ukazala sie tylko w wersji internetowej, wiec jeszcze nie zakladam zeszyciku z wycinkami o sobie.
Ale co tam, jak wpisze swoje nazwisko w google (wiem wiem, smutne), to wyskakuje ten kawalek. To znaczy, ze istnieje naprawde, bo wiadomo, ze jak czlowieka w google nie ma, to nie istnieje (doh!). Wiec istnieje, zaraz po liscie stu rodzajow stojakow na cd...
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,41263,5007495.html
Thursday, 27 March 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment