Thursday, 7 February 2008

http://wiadomosci.onet.pl/1465191,242,1,1,czy_polacy_nudza_sie_w_brytyjskich_szkolach,kioskart.html

Powie czlowiek pare slow na temat studiowania/pracowania/czegokolwiek w Anglii. Traif to do druku, calkiem niewinnie i bez zadzierania nosa. Potem trafi to na forum jednego z polskich portali. I zaczyna sie!

Ktos siedzi w Polsce, wiedzie zywot szczesliwy, a jednak nie odmowi sobie przyjemnosci zbesztania kogos, kto wybral inna droge. Forumowicz o pseudonimie PiSSowczyk raczej nie dalby mi pracy, gdybym postanowila wrocic i miala nieszczescie trafic na niego, jako potencjalnego pracodawce. Moja wypowiedz (tak mi sie wydaje, ze moja, bo czepia sie moich ''projektow i prezentacji'') podsumowuje w ten sposob: "Projekty i prezentacje-dobre wytlumacznie dla tumanstwa. Moze i przydaja sie na studiach dla sciemniaczy. Roznych PR, politologiacg, socjologiach. Pozniej inne tumany w zachwycie lykaja wszystko, co zobacza w prezentacji. Nie dziwne, ze "inteligentne projekty" robia furore."

Potem czytamy kilka innych wypowiedzi, a nastepnie ktos, kto podpisal sie jako 'gruby', przyklaskuje PiSSowczykowi: "Masz PiSSowczyk racje, miernota zachodniego nauczania i tepota tamtejszej gowniarzerii jest niepojeta. Nie przejmuj sie, POpierd....ktorzy posylaja tam dzieci i tak Cie zakrzycza, ale my swoje wiemy. "Umiejetnosci praktyczne", "projekty i prezentacje"?, buahhaahha. Ja zyje i pracuje w Polsce i jestem dumny, ze wyksztalcenie(od podstawowki do mgr) uzyskalem w systemie siegajacym XIX-wiecznej klasycznej edukacji".

Artykul i reszta fantazyjnych komentarzy jest do przeczytania( link w naglowku) na Onecie.

Do czego zmierzam...Nie o artykul i dyskusje o poziomach nauczania w Polsce i Wielkiej Brytanii mi chodzi. Nie studiowalam w Polsce, ale nie zaluje. Zalowalam przez kilka chwil, dopoki ktos nie oswiecil mnie, ze moge zdawac na studia tutaj i zrobic cos innego niz moi znajomi z liceum. Nie zamierzam sie licytowac i dowodzic, ze moj wydzial jest calkiem dobry w skali kraju w tym, czego uczy. Bo po co sie szarpac, kiedy uslyszalam juz, ze to i tak nie lodzka filmowka( a wcale nie o szkolach filmowych mowa).
Co mnie mierzi, to zasciankowe podejscie ludzi, ktorzy sami przyznaja sie do 'dobrego' wyksztalcenia. Pod wspomnianym artykulem komentarze byly rozne, ale od owych 'dumnych' Polakow padaly slowa, o tym, ze na mniej elitarnych uczelniach w Anglii studiuja "kolorowi". Doganiaja ich 'wschodniacy', czyli my, dzieci z Europy na wschod od Niemiec. Tylko czekam, az ktos napisze cos o tym, ze te uczelnie to wylegarnie polsko-ciapatych par. Bo widzialam juz jeden artykul pt "Ciapaty narzeczony". Bardzo mozliwe, ze czlowiek, ktory to napisal, tez wyksztalcil sie w systemie o tradycjach siegajacych XIXgo wieku.
To tylko takie urywki rozmow Polakow, tutejszych i tych na miejscu. I czy mnie to ma zachecic do powrotu? Malo zabawna wydaje mi sie wizja rozmowy kwalifikacyjnej, na ktorej podwazane moga byc moje umiejetnosci, bo studiowalam za granica, calkiem mozliwe, ze wsrod 'kolorowych'. To oczywiscie jeden z czarniejszych scenariuszy, i nie ma sie co za bardzo podniecac, bo wierze, ze nie wszyscy w Polsce oszaleli. Ale juz moja przyjaciolka, ktora tez tu studiuje, moze miec obawy. Jej chlopak jest ze Sri Lanki i dla przynajmniej kilku osob, ktore znam, jest to jakis zgrzyt.
Po prostu mi sie nie chce. Nie chce mi sie wracac do domu, gdzie kazdemu z osobna i wszystkim naraz trzeba tlumaczyc sie ze swojego wyjazdu, upewniac, ze sie nie zaluje i ze chce sie jechac gdzies dalej. Nie dostalam sie na niderlandystyke, wyladowalam w prywatnej szkole na anglistyce i ucieklam stamtad po kilku tygodniach. Zaczelam wszystko od poczatku, pomalutku i po swojemu. Chwile potem zaczelo sie wielkie 'halo' w gazetach, na temat Polakow spiacych na londynskim dworcu, Polkach puszczajacych sie bez opamietania z kim popadnie etc. Co chwile ktos oczekuje, ze opowiem sie albo 'za' albo 'przeciw' caloksztaltowi polskiej emigracji. I tu wychodze na chamke, ktora zadziera nosa, bo wypowiadac sie nie za bardzo ma chec. Bo wole robic to, co mam do roboty, bez zastanawiania sie, czy przyczyniam sie do budowania wizerunku naszej emigracji. Bardzo egoistyczne to z mojej strony. Ktos mnie nawet probowal uswiadomic, ze powinnam sie z tego powodu czuc zle. Nie czuje sie zle, zrobilam wrecz pewne 'postepy', bo w ciagu ostatnich kilku miesiecy mialam z Polakami do czynienia wiecej, niz w ciagu calych czterech lat tutaj. Byl Tusk, poszlam posluchac dwa razy. Byl profesor Bartoszewski i chwala mu za to, bo poza podpisaniem ksiazki, utwierdzil mnie (i nie tylko mnie) w przekonaniu, ze mozna zyc gdzie indziej, robic cos ciekawego i nie trzeba mieszac w to patriotyzmu(lub jego braku).

No! Troche z siebie wyrzucilam. Zalatuje grafomania, ale co tam...
Trzeba to gdzies bylo zaczac skladac w calosc. Chyba taki kolejny etap podsumowan. Stary blog musial umrzec, bo za duzo tam bylo ekshibicjonizmu i rzeczy, pod ktorymi teraz juz bym sie raczej nie podpisala.

Dobra, koniec tych wydumanych, pseudo-inteligenckich wynurzen. Ugotowalam prawdziwie patriotyczna zupe pomidorowa. "Najesc sie, najesc, i dobra!" jak mowila Bunia:)

2 comments:

Anonymous said...

yeah!
ciekawe jak by taki 19-nasto wieczny mialby sie wypromowac to by wiedzial jak.
Poza tym niektorzy tutaj maja lekko...

:)

Iza said...

Skimba kochanie, wiesz, ze nas i tak ze wsi na widlach wyniosa jesli wrocimy, bo tam rzadzi "biskup z komisarzem"...Na szczescie jest szansa, ze przygarna nas smolarze w Bieszczadach :)