Kompletnie zapomnialam. Zapomnialam, ze to juz jutro Sylwester. A moze raczej powinno sie mowic 'Sylwestra'?. Szwagra imieniny.
W kazdym razie, zupelnie zapomnialam. Siedzac na jednym z dachow Greenwich, ogrzewajac sie przy kawie z Amanda i Stefanem, nie moglam zrozumiec o co im chodzi. PIerwszy raz, od wielu lat, niczego nie planuje. I dobrze mi z tym. Marzy mi sie wyciszenie, a tu trzeba znowu sily mobilizowac i brac drugi semestr na uczelni za kark.
Podsumowan roku juz tez robic mi sie nie chce. Siedze sobie cichutko u G w domu i jest mi najlepiej na swiecie. Wlasna przestrzen, tak niedoceniana we Wroclawiu, w Londynie jest rzadkoscia. Suzy, dziki kotek, nie odstepuje mnie na krok, a kiedy K przychodzi, jest calkiem jak na swoim. Jeszcze przez tydzien. Jeszcze tydzien na spanie, pisanie i knucie. Wysylanie maili do miejsc, w ktorych chcialabym pracowac.
Alicja wyslala mi paczke. Z czasopismem "Bluszcz". I autografem Malgorzaty Musierowicz. I zaczelam sie zastanawiac nad praca w Polsce. I zaraz potem jedno wielkie NIE. Jesli to, co da sie strawic, jest wydawane w Warszawie, to ja pieprze taki interes. Predzej uknuje cos, co bedzie wydawane we Wroclawiu. Albo zostane tutaj. Narazie chce staz w Vice. Vera ma mase egzemplarzy, wiec siedze na podlodze i wertuje bez konca. Za oknem ciemno, koteczek spi na poduszce, a j ciesze sie z bycia samej ze soba. Chociaz tesknie za kims, zupelnie bez sensu.
Jeszcze tydzien i cwiercwiecze. Jesli Steve zrobi to, co obiecal, to beda ta najszczesliwsze urodziny. Zreszta zadne nie moga byc tak gowniane, jak te zeszloroczne :]
Tuesday, 30 December 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment